|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Ambasadoruję
Bocian czeka na Twoją pomoc
Galerie
Lecznice
Organizacje ornitologiczne
Parki Narodowe
Portale
Przyroda
Ptasie nowości
Ptasioblogi
Strony tematyczne
Tu znajdziesz moje gryzmoły:
Zaglądam
|
poniedziałek, 08 listopada 2010
Odloty, przyloty, przeloty
Wracając tydzień temu z cmentarza na brzozach koło szkoły zauważyłem kolorowe szpaki z czubami. To były moje pierwsze w tym roku jemiołuszki. Jako, że spieszyliśmy się z Piórkiem do domu to tylko rzuciłem na nie okiem i poszliśmy dalej swoją drogą. Początek listopada stał się równocześnie początkiem dobrych zmian u mnie. Nadmiar czasu na blogi, co zauważył Stradovius, przechodzi do lamusa. Będę w bloxie, ale na moje szczęście już nie tyle i znacznie rzadziej, a czasem mogą być dni gdy może i zabraknie tu mnie. Odleciały żurawie, przyleciały jemiołuszki, w ciągłych przelotach są różnorakie gęsi. W tym ciągłym ptaków przemieszczaniu i mnie wzięło na... krótki lot. Jak jaskółka za ciepłymi krajami tak ja za plamką mazurka zatęskniłem. Mam nadzieję, że takie skakanie z kwiatka na kwiatek (z blogu na blog) zostanie krogulcowi (zresztą czternastemu) wybaczone. Czarna plamka mazurka oczywiście pozostanie, nie zostanie skasowana. W miarę możliwości kontynuowane będzie pp, moderowane będą wpisy na zaczęło się od Złotoryi. A i na czarnej plamce czasami coś nowego się pojawi. Nawet nie zauważyłem, jak stałem się "posiadaczem" aż czterech blogów ;-) A na razie, póki co, to zapraszam tu.
Jemiołuszka w obiektywie Czarka Pióro www.cezarypioro.pl
niedziela, 07 listopada 2010
Jastrzębia walka
Zupełnie inaczej działa od szczecińskiej działa klinika po drugiej stronie Polski w Przemyślu. Tam lekarze nie muszą się użerać z władzami miasta i w spokoju robią swoje. Jednym z ostatnich pacjentów był jastrząb. Lubię jastrzębie. Dawniej przed nimi miał zakorzeniony strach każdy hodowca kur, a i do dziś jest znienawidzony przez miłośników gołębi, którzy, dość często i dziś zabijają te ptaki. Jastrząb faktycznie lubi bić gołębie. Nie czyni tego jednak na złość hodowcom, tylko widzi, że te ptaki są niedostosowane do naszych warunków. Jastrząb "z dziada pradziada" jest rdzennym gatunkiem, a ojczyzną gołębi jest południowa Europa. Ptak ten, podobnie jak u ssaków wilk, jest selekcjonerem wśród chorych, bądź nieprzystosowanych u nas ptaków. "Jastrząb – to kolejny w tym roku przedstawiciel tego gatunku, który zawitał do naszego ośrodka. Ptak z szarpanymi ranami głowy i skrzydła trafił do nas z okolic Tarnowiec. Szamotającego się samotnie i krwawiącego na śródleśnej polanie znaleźli leśnicy. Ptak rozpaczliwie próbował wzbić się w powietrze. Został dostarczony do nas przez przedstawicieli Urzędu Gminy. Miał poważnie uszkodzone skrzydło. Na szczęście okazało się, że to tylko głęboka rana szarpana, a nerwy nie zostały naruszone. Zranienia wskazują na to, że prawdopodobnie ucierpiał w wyniku powietrznej walki z innym osobnikiem. Jastrzębie choć nie są największymi przedstawicielami ptaków drapieżnych to zaliczają się do tych najbardziej walecznych i zwinnych. Zwierzę zauroczyło nas swoją urodą. Zabezpieczyliśmy i opatrzyliśmy rany. Jego rehabilitacja trwała około miesiąca. Podczas zabiegu zrekonstruowaliśmy skórę, tak aby skrzydło nie utraciło swojej lotności. Założyliśmy ok. 15 szwów skórnych. Przy pomocy leków rany zagoiły się na tyle szybko, że możliwe okazało się szybsze ich ściągnięcie. Podczas leczenia szczególnie uwidaczniał się dziki instynkt zwierzęcia. Agresywny ptak za wszelką cenę próbował oswobodzić się z ludzkiego uchwytu. Nie było już potrzeby trzymania go dłużej. Ptak odzyskał całkowicie lotność i dalsze przetrzymywanie, ze względu na agresywność osobnika, mogłoby zakończyć się uszkodzeniem lotek, a w konsekwencji dłuższą jego rehabilitacją. Nadszedł w końcu upragniony moment pożegnania. Z owiniętym w kocu drapieżnikiem pojechaliśmy za Przemyśl, gdzie na malowniczo jesiennym odludziu jastrząb odzyskał wolność. Ptak agresywnie wzbił się w górę, zręcznie manewrując w powietrzu, by po chwili zniknąć nam z pola widzenia." Tekst napisał Jakub Kotowicz.
Jastrząb wypuszczany na wolność w obiektywie Iwony i Pawła Czadowskich zdjęcie pochodzi z www.orzw.pl
sobota, 06 listopada 2010
Sójka
Myślę, że wiele osób będzie zadowolonych. Sójkę wszak wybraliśmy ptakiem tej jesieni, a sójka omówiona jest przez Antka Marczewskiego bardzo dokładnie. Mi nie pozostaje nic innego jak życzyć przyjemnej lektury i ciekawych spotkań z sójkami. Najmniejszy (32-35 cm, 150-175 g) przedstawiciel krukowatych w Polsce. Łacińskie garrulusglans oznacza "gadatliwość", natomiast drugi człon pochodzi najprawdopodobniej od słowa glans, czyli "żołądź". Na pierwszy rzut oka wcale nie przypomina swoich czarnych i szarych kuzynów - w jej ubarwieniu dominuje tonacja beżowa, skrzydła są czarne z białym lusterkiem oraz charakterystyczną niebieską plamą na nadgarstku, ogon również czarny, odcień beżu na spodzie jest jaśniejszy niż na grzbiecie, podgardle białe, od dzioba odchodzi czarny wąs. Zaniepokojona sójka stroszy niewielki czubek z piór na głowie. Najbardziej znanym elementem upierzenia tego gatunku jest oczywiście niebieska, czarno prążkowana plama na nadgarstku. Piękny, opalizujący kolor jest w rzeczywistości sprytnym złudzeniem optycznym, o czym przekona się każdy, kto takie niebieskie piórko obejrzy pod światło. Zabarwienie powstaje w wyniku rozszczepienia światła i odbicia fali o długości odpowiadającej światłu niebieskiemu. Mając okazję do bliższego przyjrzenia się takiemu piórku warto zwrócić uwagę na liczbę czarnych prążków - jeśli wynosi od 6 do 9, prawdopodobnie zgubił je ptak młody, a jeśli więcej - ptak dorosły (najwięcej problemów jest w przypadku 9 prążków, gdyż wówczas o wieku świadczy ich kształt i nieraz potrzeba dobrego opatrzenia, aby wydać ostateczny werdykt). Polskę zamieszkuje od 200 do 400 tys. par sójek. W miastach nie jest tak licznie spotykana jak wrony czy sroki, ale być może dlatego, że w przeciwieństwie do tamtych, unikających środowisk leśnych, ona z lasem związana jest bardzo mocno. Zamieszkuje wszystkie typy lasów, a w środowisku miejskim głównie parki. Do miast sójki zaczęły wkraczać w latach 60.-80. XX wieku. Osiedliły się wówczas m.in. w Warszawie, Legnicy, Poznaniu, Wrocławiu, Kaliszu, Łodzi i Krakowie. Zauważono, że najlepiej proces synurbizacji sójek zachodził tam, gdzie występowały partie zieleni miejskiej "wcinające" się w centralną część miasta. Obecnie w niektórych miastach obserwuje się wycofywanie sójek z wcześniej zajętych miejsc wobec pojawienia się w nich wron. Dawniej sójki były tępione m.in. przez leśników, którzy uważali je za szkodniki leśne. Na świecie żyje około 30 podgatunków sójek, a wschodnia granica zasięgu obejmuje Japonię, południowe Chiny i Himalaje. Gniazdo sójek ma kształt platformy z patyków i gałązek, wyścielone jest korzonkami i suchą trawą. Początek lęgów przypada na przełom kwietnia i maja. Wielkość zniesienia waha się między 5 i 7, maksymalnie dochodząc do 10 jaj. Wysiaduje przeważnie samica, choć zdarza się, że również samiec, przez 16-19 dni. Młode siedzą w gnieździe przez 19-23 dni, a po tym okresie rodzice opiekują się nimi jeszcze przez 3-5 tygodni.
Pokarm sójek składa się z owadów, innych bezkręgowców, drobnych kręgowców (myszy, jaszczurki, pisklęta ptaków), a jesienią i zimą wzrasta udział nasion i owoców. Sójki pełnią bardzo ważną rolę w ekosystemach leśnych, uczestnicząc w rozprzestrzenianiu się dębów. Kiedy znajdą żołądź, z reguły chowają go w jakiejś znanej sobie skrytce, najczęściej w leśnej ściółce. Często zdarza się, że o swoich zapasach zapominają albo giną, zanim zdążą je wyczerpać, co pozwala roślinom na skiełkowanie i wytworzenie nowych dębów. Czasem można zobaczyć pojedyncze dęby rosnące w sporym oddaleniu od miejsca, gdzie rośnie ich zdecydowanie więcej - może to być właśnie zasługą sójek. Ptaki te najmniej ze wszystkich krukowatych korzystają z pokarmu antropogenicznego, chociaż np. w Poznaniu obserwowano sójki szukające pożywienia w koszach na śmieci.
Głos sójki jest dosyć nieprzyjemnym dla ucha skrzekiem. Ptak wydaje go zawsze, gdy poczuje się zaniepokojony. Ponieważ to, co niepokoi sójkę, zazwyczaj nie jest obojętne również innym zwierzętom, można ją nazwać "leśnym systemem alarmowym". Nie jest jednak prawdą, że sójka specjalnie ostrzega pozostałych mieszkańców lasu - to raczej oni przystosowali się do rozpoznawania tego sygnału i odpowiedniego nań reagowania. Sójka jest również mistrzem w naśladowaniu "jęczenia" myszołowa - nieraz zdarzało mi się szukać tego szponiastego ptaka w jakimś niewielkim lasku i dopiero widok zrywającej się sójki, świecącej białą plamą na kuprze, wyprowadzał mnie z błędu i zwiększał mój szacunek dla jej imitacyjnych zdolności. W ubiegłym roku podczas prowadzonej w ramach działań Warszawskiej Grupy OTOP wycieczki po Parku Kultury w podwarszawskim Powsinie natknęliśmy się z grupą na sójkę, która wydawała z siebie dźwięki przypominające trochę gaworzenie małego dziecka. Ponieważ najpierw ją usłyszeliśmy, a pokazała się chwilę później, przez moment zastanawialiśmy się, co może się tak osobliwie odzywać. Obiła mi się o uszy również informacja o sójce naśladującej głos jednej z naszych najmniejszych sów - włochatki. Piękne upierzenie sójki wymaga odpowiedniej pielęgnacji. Ptak ten jest chyba najbardziej znanym przykładem korzystania z kosmetycznych właściwości kwasu mrówkowego. Sójka przylatuje na mrowisko, gdzie zdenerwowane wtargnięciem intruza mrówki wychodzą, aby bronić swej siedziby. Ptak bierze po parę osobników do dzioba i rozpościerając skrzydła kieruje strumień wystrzeliwanego przez owady kwasu na poszczególne partie piór. Kwas mrówkowy zabija żyjące w upierzeniu pasożyty. Mrówki zużyte przy tej operacji są przez ptaka odrzucane i niestety cała przygoda kończy się ich śmiercią.
W starożytnej Grecji młode sójki były trzymane przez ludzi w charakterze domowych pupili.
W Polsce gatunek ten najbardziej znany jest z wierszyka Jana Brzechwy o sójce wybierającej się za morze. W rzeczywistości sójki są częściowo osiadłe, a widywane na jesieni grupki sójek, brane nieraz za wędrowne stadka, najczęściej są rodzinnymi grupami złożonymi z rodziców i tegorocznych młodych. Nie oznacza to jednak, że sójki nie wędrują. W marcu-kwietniu oraz wrześniu-październiku można obserwować ich przelot, w niektórych latach bardzo intensywny. Do historii przeszła obserwacja z pewnego punktu pod Gdańskiem, gdzie od 19 września do 17 października 1964 odnotowano łącznie ok. 35 tysięcy przelatujących sójek, a największe stado złożone było z 1682 ptaków (ptaki leciały kolumnami, stąd możliwe było określenie ich dokładnej liczby).
Sójka jest gatunkiem chronionym przez cały rok."
Tekst Antka Marczewskiego pochodzi z www.foto-ptaki.pl
![]() Sójka w obiektywie Henryka Janowskiego www.henrykjanowski.pl
piątek, 05 listopada 2010
Skarpetki, czyli ptak nie mucha
Zwykle, gdy biorę od kogokolwiek fotografie, lub tekst, posyłam linka z całością. Jak łatwo się domyśleć posłałem Pani Zosi poprzedni wpis. Chyba nasze podejrzenia o "zapachy" nie były zbyt miłe. Sam nad kwestią "zapachową" nie zastanowiłem się ani chwilę, bo w "Pani Zosi od ptaków" chodziło mi najbardziej o pokazanie co może zrobić jeden człowiek. Jak widać może wiele, bo kilka tysięcy ptaków po przejściach mogło żyć dalej. Zapewne niejedna osoba byłaby zdziwiona gdyby usłyszała, że wiele par (ludzkich) skarpetek wydaje bardziej jadowite zapachy od ptaków. Przekonują mnie słowa mówiące, że w złych warunkach ptaki odeszłyby do krainy wiecznych lotów. Bo ptak nie mucha, w smrodzie długo by nie wytrzymał. "Witam Panie Marku. Przyznaję, że mnie ten fragment maila przekonał w zupełności.
czwartek, 04 listopada 2010
Pani Zosia od ptaków
Panią Zosię poznałem w "Ptakach Polski" Andrzeja Kruszewicza, który o Niej napisał tak: "Znam jednak jedną fankę oknówek, Zofię Brzozowską, która przygarnęła kalekie ptaki i w swym szczecińskim mieszkaniu od lat nie tylko je zimuje, ale nawet rozmnaża. Z Zofią można by pewnie długo rozmawiać o jaskółkach. Zwykle jednak nie mamy na to czasu, gdyż do jej domowego schroniska dla ptaków trafia także wielu pacjentów, którym staram się pomóc na odległość. Niektórzy z nich trafiają do warszawskiego Azylu - samolotem, samochodem, pociągiem lub gońcem. Koszty takich przerzutów trudnych pacjentów pokrywa Zofia i założona przez nią fundacja. Trwają starania o budowę profesjonalnego ośrodka rehabilitacji ptaków, gdzie Zofia mogłaby w pełni rozwinąć swoje talenty. Oby radni tego miasta zechcieli pomóc jej i jej podopiecznym."
Jeśli zaistnieje taka potrzeba, to "przesyłki" Pani Zosia wysyła błyskawicznie Uprzedzę ewentualne pytania i od razu powiem. Wspomnieni radni nie zechcieli. Następnym krokiem do poznania Pani Zosi była "Dzika Polska" z odcinkiem "Uroczysko blokowisko", który gorąco polecam. Aby zachęcić pozwolę sobie na skopiowanie reklamy tego odcinka: "W skromnym m2 na szóstym piętrze szczecińskiego blokowiska mieszka około 50 dzikich ptaków. Niektóre odzyskają wolność, o, ile tylko pozwoli na to stan ich zdrowia. Dotąd z tego azylu wyfrunęło lub w inny sposób opuściło go ok. 4 tysięcy skrzydlatych pensjonariuszy po przejściach. Wśród nich byli przedstawiciele niepospolitych gatunków, których obecności w naszej przyrodzie nikt by się nie spodziewał. Ale znajdują w tych skromnych pomieszczeniach pomoc także młode dziki, lisy i wiele innych zwierząt. Ich opiekunka, pani Zosia Brzozowska, poświęca im całą swą energię, wspartą fachową wiedzą i stałą współpracą z weterynarzami i zoologami. Niemniej codzienne obcowania z menażerią kontuzjowanych ptaków i ssaków to źródło zaskakujących sytuacji. I unikalnej wiedzy, którą miłośniczka zwierząt dzieli się z naszymi widzami." Prawda, że po takiej zachęcie warto będzie obejrzeć ów odcinek? Po tym filmie poznawanie Pani Zosi poszło jak z płatka. Tu migawka telewizyjna z rozprawy sądowej związanej z zamurowaniem żywych jerzyków, tu adres Fundacji "Ratujmy Ptaki" (jest od kilku miesięcy w zakładkach) gdzie Pani Zosia jest mocno zaangażowana. Przyznaję, że bardzo pozytywne wrażenie zrobiła na mnie Pani Zosia w sądzie. Drobna, szczupła kobieta a z taką determinacją walcząca z bestiami. Każda osoba, która trochę mnie zna, wie, że lubię te czarne ptaki, które jak mało kto zdobią letnie niebo miast. Pewnie niejedno z nas wie, że taki jerzyk w ciągu dnia wiele tysięcy owadów musi zjeść. Każda osoba, która ma choć trochę wyobraźni zapewne wie, że śmierć głodowa do najstraszliwszych należeć musi. Taką śmiercią zszedł znany z historii jezuita Piotr Skarga. Bestiami są administratorzy zgadzający się na to, bestiami są budowlańcy murujący otwory wlotowe.
Samica krogulca Pani Zosia niesie pomoc wielu zwierzętom. Nie tylko ptakom. Niestety wobec ignorancji radnych swojego miasta, jak i województwa pomoc Jej jest ograniczona. W ten sposób ileś ptaków zostanie pozbawiona fachowej opieki.
Bielik Jedną z bardziej spektakularnych akcji Pani Zosi była pomoc i organizacja błyskawicznego transportu do warszawskiego Azylu dla Ptaków udzielona bielikowi, który miał... zderzenie z ekspresem relacji Berlin - Szczecin! Wplątany w liny, wieziony kilkaset kilometrów ptak przeżył. Szybka akcja Pani Zosi i znakomita operacja doktora Kruszewicza spowodowały, że bielik do tej pory żyje! PS. Pochwalić się mogę, że "zdybałem" Panią Zosię w Facebooku i mam Ją w znajomych. Obecnie ma 52 pensjonariuszy, w tym dwa maleńkie mysikróliki i niewiele większego strzyżyki. Nasza Bohaterka mówi, że te ptaszyny są dla Niej prawdziwym wyzwaniem. Mnie wydaje się jednak, że gdzie jak gdzie, ale pod ręką Pani Zosi będzie im jak u Pana boga za piecem :) Uwaga tvn
Jakimś cudem znalazłem się w grupie "Przyrodników" na Facebooku. Moja rola w niej ogranicza się do zapoznawawania z faktami, jak i na podziwianiu zdjęć. Z jedną z wiadomości postanowiłem się z Wami podzielić. Napisał ją Waldemar Krasowski, którego teksty o ptakach mam nadzieję tu publikować. "We czwartek o godz. 19:50, w programie Uwaga TVN, będzie rzecz o myślistwie. W tym także o tym, że obecny minister od ochrony środowiska jest czynnym, polującym, członkiem PZŁ, który strzelił lochę (wbrew prawu i etyce, rzecz jasna) i nie widzi w tym (sprawowaniu swego urzędu przez myśliwego) nic zdrożnego..." Ja osobiście obejrzę tą uwagę. Chcę zobaczyć jak ów minister łączy zabijanie zwierząt (lochę też zabił, a co!) z pracą w ministerstwie. W ministerstwie środowiska, a nie ministerstwie ochrony środowiska, bo takiego już nie ma.
wtorek, 02 listopada 2010
Fragment Matecznika z "Pana Tadeusza"
Mają też i swój smentarz, kędy bliscy śmierci, Ptaki składają pióra, czworonogi sierci. Niedźwiedź, gdy zjadłszy zęby strawy nie przeżuwa, Jeleń zgrzybiały, gdy już ledwie nogi suwa, Zając sędziwy, gdy mu już krew w żyłach krzepnie, Kruk, gdy już posiwieje, sokół, gdy oślepnie, Orzeł, gdy mu dziób stary tak się w kabłąk skrzywi, Że zamknięty na wieki już gadła nie żywi Idą na smętarz. Nawet mniejszy zwierz, raniony Lub chory, bieży umrzeć w swe ojczyste strony. Stąd w miejscach dostępnych, kędy człowiek gości, Nie znajdują się nigdy martwych zwierząt kości.
poniedziałek, 01 listopada 2010
Wilk czy człowiek? Oto jest pytanie
Postanowiłem zrezygnować z w tym roku z kruka, jako ptaka łączącego świat żywych i umarłych. Po przeczytaniu świetnego artykułu Tomasza Ulanowskiego Wilk czy człowiek? Oto jest pytanie" zdecydowałem się na kilka słów o wilku właśnie. Wilk budzi moją fascynację. Dlaczego? Być może dlatego, że tak wiele lat, ba wieków był przez człowieka tępiony. Na zdrowie temu zwierzęciu bajka o Czerwonym Kapturku na zdrowie nie wyszła. Zapewne jednym z moich największych pragnień jest zobaczyć wilka na wolności. Pragnienie to w ostatnich latach się zwiększyło. Wilki powróciły do Puszczy Noteckiej, na skraju której mieszkam. Przyznaję, że w artykule spodobały mi się ankietowane osoby, z których połowa boi się wilka (ech, XXI wiek), ale jednocześnie nikt nie chce żeby go zabijano. Dlaczego dziś wilk? Dlatego, że niedawno jeszcze bliski był podzielenia losu tura, żubra, norki europejskiej czy susła moręgowanego, które na różne sposoby zostały wytępione. Żubr z susłem, dzięki pomocy człowieka wróciły. Jednak po turze zostało tylko wspomnienie, a norkę jeśli ktoś zechce obejrzeć to do ZOO w Poznaniu musi się wybrać. Dlaczego wilk? Pewnie i dlatego, że jak rzadko inne zwierzę wycierpiał przez nasze zabobony. "I my mamy swoje wielkie drapieżniki (chronione przez prawo), choć bardzo ich u nas niewiele - blisko 700 wilków, 100 niedźwiedzi i 200 rysi. Jak tłumaczył mi kiedyś prof. Henryk Okarma, dyrektor Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie, gdyby wziąć pod uwagę tylko liczebność tych trzech gatunków w Polsce, to byłyby poważne powody do obaw o ich przyszłość. Na szczęście nasze drapieżniki wchodzą w skład większych populacji zamieszkujących północ, środek i południe Europy. Na Słowacji żyje ok. 800 niedźwiedzi (jeden z nich zaatakował w zeszłym tygodniu pracownika stacji narciarskiej Skalnate Pleso nad Tatrzańską Łomnicą; teraz drapieżnikowi grozi odstrzał), a w Rumunii kilka tysięcy. W całej Europie mieszka ok. 10 tys. wilków.
niedziela, 31 października 2010
Sowy Polski
Zapewne nie wszystkie pozycje w zakładkach, które ostatnio przybywają, są widoczne. Jedną z nich będę chciał podkreślić. Przyznaję, że staję się coraz większym fanem Facebooka. Daje to nowe znajomości, kontakty. Ostatnio "poznałem" dzięki temu doktora Romualda Mikuska, najwybitniejszego znawcę sóweczki w Polsce. To do Niego dzwoni Adam Wajrak gdy ma jakiekolwiek pytania dotyczące tej maleńkiej sowy. Kontakt z doktorem może tylko na dobre wyjść dla nas wszystkich przy poznawaniu tajemniczego świata sów. Po małej wymianie informacji dostałem link, którego gorąco polecam wszystkim. W "Sowach Polski" mamy chyba wszystko, o czym możemy się dowiedzieć. Są w nich opisy, charakterystyki, systematyka czy też gatunki krajowe sów. Myślę, że ktokolwiek kliknie we wskazany link wyjdzie stamtąd bogatszy w wiedzę o tych fascynujących ptakach.
Uszatka w obiektywie Cezarego Korkosza www.cezarykorkosz.pl
sobota, 30 października 2010
Ślepowron
Wczorajsza rozmowa z Antkiem Marczewskim nabrała konkretnych wymiarów dla bloga. Przez jakiś czas będziemy mogli podziwiać ptaki opisywane przez Niego. Nasza rozmowa w pierwszej chwili dotyczyła ślepowrona o którym była mowa przedwczoraj. Jednak po zapoznaniu się z dalszymi tekstami, ptaków w tekstach Antka poznamy znacznie więcej. "Nazwa ślepowron wzięła się zapewne stąd, że jego głos rzeczywiście przypomina krakanie, a nocny tryb życia sprawia, że za dnia ślepowrony są dosyć ociężałe i sprawiają wrażenie ślepych. Naukowa nazwa po przetłumaczeniu na polski brzmiałaby „nocny kruk”. W mitologii słowiańskiej ślepowron pełnił funkcję psychopomposa (nie psychopompona ani nie psychomopsa), czyli przewodnika dusz przez rzekę oddzielającą świat żywych od świata umarłych. Podobną rolę w wielu kulturach przypisywano krukowi, a ślepowron miałby być po prostu jego nocnym odpowiednikiem. Ptak ten jest mniejszy (58-65 cm, rozpiętość skrzydeł 105-112 cm, waga 0,5-0,8 kg) i bardziej krępy od czapli siwej. W porównaniu z nią i innymi czaplami ma krótsze nogi, które na początku okresu lęgowego mają kolor malinowoczerwony, a przez większą część roku żółtawy. Patrząc na głowę ślepowrona od razu zauważa się krwistoczerwone oczy obwiedzione czarną maską łączącą je z czarnym dziobem. Z tyłu głowy wyrastają 2-3 białe pióra, kończące się w połowie pleców, co upodabnia ptaka do Indianina. Czoło, policzki i kuper białe, wierzch skrzydeł czarny z zielonkawym połyskiem, silniejszym w sezonie lęgowym. Skrzydła i ogon niebieskoszare. Co ciekawe, jest również polski herb Ślepowron, jednak ptak w jego godle zupełnie nie jest podobny do swego żywego odpowiednika. Nie wiadomo, czy nazwa czapli wzięła się od herbu, czy też odwrotnie. Ptaki młode wyraźnie różnią się wyglądem od dorosłych - wierzch jasnobrązowy, biało nakrapiany, spód zielonkawy z ciemnym strychowaniem. Oczy pomarańczowe, nogi zielonożółte - szatę osobnika dorosłego uzyskują w trzecim roku życia. Jak wspomniano wcześniej, ślepowron wykazuje aktywność nocą - za dnia odpoczywa na drzewach lub krzewach i ożywia się dopiero wraz z zapadnięciem zmroku. Towarzyski jedynie w okresie lęgowym - poza nim prowadzi raczej samotnicze życie, choć na wędrówkach spotyka się go czasem w niewielkich grupkach.
Żerujący ptak broni przed innymi swojego terytorium łowieckiego, na którym poluje na płazy, ryby i owady. Nie gardzi również jaszczurką, pająkiem, pijawką czy młodym ptakiem. Czasem może zawisać nad wodą i nurkować, co wygląda bardzo widowiskowo. Środowisko życia tych ptaków to wolno płynące lub stojące wody: jeziora, starorzecza, stawy rybne i różnego rodzaju mokradła. Z początkiem kwietnia ślepowrony powracają do kolonii, która w polskich warunkach znajduje się najczęściej na wyspie w sąsiedztwie stawów rybnych lub na terenie żwirowni, często w pobliżu kolonii mew śmieszek (sąsiedztwo dosyć hałaśliwe, ale pełni dodatkowo funkcję żywego alarmu ostrzegającego w przypadku zbliżania się niebezpieczeństwa). Jeśli ptaki decydują się zbudować nową kolonię, może być ona zasiedlona później, nawet dopiero w lipcu. Po raz pierwszy osobniki z tego gatunku przystępują do lęgów w 3-4. roku życia, choć zdarza się także, że drugoroczne ptaki biorą na siebie rodzicielskie obowiązki. Gniazdo budowane do 5 metrów nad ziemią na drzewie lub krzewie. Samica składa przeważnie 3-6 jaj, które oba ptaki wspólnie wysiadują przez 21-22 dni. Po tym czasie wykluwają się małe ślepowrony, karmione, podobnie jak u innych czapli, przez oboje rodziców wpół strawionym pokarmem. Po upływie 40-50 dni młode zdolne są do lotu i samodzielnego życia. Od lipca do sierpnia trwa „letnia włóczęga” młodocianych osobników, która kończy się wraz z początkiem odlotów na zimowiska (przełom września i października). Przelot przeważnie w ciągu nocy, wyjątkowo podczas dnia. W tym czasie na ślepowrona można się natknąć niemal wszędzie, w dodatku w różnych okolicznościach. Kiedyś w Pawłowicach nad Wisłą znajomy z obozu obrączkarskiego opowiadał, jak w lecie wybrał się w nadrzeczne krzaki, wyposażany w papier toaletowy oraz łopatę i przy tej okazji spłoszył odpoczywającego gdzieś w nadwiślańskim gąszczu ślepowrona. Ptak, podobnie jak reszta jego pobratymców, poleciał zapewne na południe, w kierunku Morza Śródziemnego, a później dalej, aż za Saharę. Ślepowrona spotkamy nie tylko w Europie - żyją one na wszystkich kontynentach z wyjątkiem Australii i Antarktydy. Podgatunek nominatywny, do którego należą również ptaki z krajowej populacji, zamieszkuje centralną i południową Europę, Azję Środkową i Południową, a na wschodzie jego zasięg sięga do Japonii. Na Starym Kontynencie najliczniej żyje we Włoszech (do 12 tys. par, tam zresztą po raz pierwszy w życiu widziałem ten gatunek), Rosji (do 11 tys.), Rumunii (do 7 tys.), Mołdawii, Bułgarii i na Ukrainie (wszędzie do 5 tys. par). Podobnie jak w przypadku czapli białej, nasza populacja w tym zestawieniu nie wygląda specjalnie oszałamiająco. Jedyne stałe stanowisko ślepowronów znajduje się w Dolinie Górnej Wisły, gdzie gnieżdżą się od końca lat 40. XX w. W latach 80. żyło tam 50-70 p., a w 2002 już ponad 500 w 8 koloniach. Wizyta nad którymkolwiek kompleksem stawów rybnych w okolicach Zatora (wcześniej uzgodniona z właścicielem terenu) niemal gwarantuje spotkanie ze ślepowronem. W ostatnich latach pojedyncze lęgi stwierdzano również w Dolinie Nidy, Parku Narodowym Ujście Warty i nad Zbiornikiem Jeziorsko. Z jednej strony Polska znajduje się na północnym krańcu zasięgu tego gatunku, w związku z czym pewnie nigdy nie będzie u nas liczny, ale z drugiej można mieć nadzieję, że coraz większa liczba młodych przychodzących na świat w Dolinie Górnej Wisły zaowocuje nowymi koloniami zakładanymi również w innych rejonach kraju. Ślepowrony, podobnie jak czaple purpurowe, są objęte w Polsce ochroną ścisłą. Jednym z zabiegów ochronnych wykonywanych dla zapewnienia im bezpieczeństwa jest napełnianie wodą stawów, nad którymi się zagnieździły, głównie dla zapobieżenia penetracji kolonii przez ludzi i ssaki drapieżne. W Dolinie Górnej Wisły prężnie działa Lokalna Grupa OTOP „Czaplon”, która jest m.in. jednym z organizatorów kampanii „Nie bądź ślepy na ślepowrona”. Poza promowaniem wiedzy o tym rzadkim i pięknym ptaku członkowie grupy m.in. obrączkują młode osobniki i prowadzą prace zwiększające bezpieczeństwo w koloniach. tekst Antka Marczewskiego pochodzi z www.foto-ptaki.pl
Ślepowrony (po lewej stronie dorosły ptak, po prawej młody) w obiektywie Cezarego Korkosza www.cezarykorkosz.pl |